Menu

donos kulturalny

wydarzenia kulturalne nad którymi warto się zatrzymać - jazz, literatura, teatr

Joshua Redman — 'Still Dreaming' - Nonesuch, 2017

k_carol

redman1

Z legendarnego zespołu Ornette’a Colemana wykluł się w roku 1976 kwartet Old and New Dreams, dowodzony przez Deweya Redmana, wspieranego przez Dona Cherry’ego, Charliego Hadena i Eda Blackwella. Grali razem przez ponad dekadę i nagrali cztery płyty. Trzydzieści lat później Joshua Redman wymyślił i zrealizował ideę powołania grupy, odwołującej się do dokonań Old and New Dreams. Odniesienia te mają początek już w samych personaliach: najoczywistsze w przypadku Redmana, który jest tu kontynuatorem działań ojca, ale w swojej karierze wspierany był także przez Charliego Hadena. Wielki basista był również mentorem i nauczycielem Scotta Colleya, którego Redman junior zaprosił do nagrania Still Dreaming. Z kolei Briana Blade łączy z Edem Blackwellem pochodzenie – obaj wywodzą się z Luizjany. Jest wreszcie Ron Miles, który zawsze pozostawał pod wpływem stylu gry Dona Cherry’ego. Jednak już w samej muzyce kwartet Joshuy Redmana kieruje się bardziej ku filozofii Old and New Dreams, niż w stronę prostego hołdu dla poprzedników. Dlatego na Still Dreaming przeważają oryginalne kompozycje nowych „marzycieli” – Colleya i Redmana, uzupełnione jedynie dwoma utworami z przeszłości, dynamicznie i ostro zagranymi Playing Hadena oraz Come Il Faut Colemana. Album jest dość krótki – trwa zaledwie czterdzieści minut. Zaczynający całość New Year, jest znakomitą wizytówką płyty. Miesza dynamiczne improwizacje ze swingującymi fragmentami stopniowo prezentując na pierwszym planie poszczególnych muzyków. Niemal dwie minuty trwają przenikające się popisy Blade’a i Colleya, podsumowane potem przez oba instrumenty dęte. Pięknie wybrzmiewa walc Haze and Aspirations, z jednej strony delikatny, miejscami nieco ostrzej przyprawiony przez sekcję rytmiczną i solówki Redmana. Blues for Charlie, dedykowany Hadenowi zaczyna się długim wstępem saksofonu i basu, zapada w pamięć głównym motywem i zaskakuje kolejną swingującą wstawką.  Finałowy The Rest rozgrywa się w wolnym tempie z konwersacjami saksofonu i kornetu, cichnie po czterech minutach, by nieoczekiwanie powrócić na kolejne dziewięćdziesiąt sekund w znacznie bardziej stanowczej odsłonie. Nie jest to łatwa płyta. Wielu wielbicieli dotychczasowych nagrań Joshuy Redmana będzie zaskoczonych. Czasem nawet niemile. Jednak Ci, którzy dadzą sobie szansę uważnego poznania Still Dreaming, z pewnością nie będą tego żałować.

© donos kulturalny
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci