Menu

donos kulturalny

wydarzenia kulturalne nad którymi warto się zatrzymać - jazz, literatura, teatr

Brad Mehldau Trio "Seymour Reads The Constitution!" - Nonesuch, 2018

k_carol

seymour2

To będzie dobry rok dla fanów Brada Mehldaua. Ukazały się już dwie płyty firmowane nazwiskiem muzyka. W planach kolejne wydawnictwa, tym razem z pianistą w roli gościa (żeby wspomnieć choćby o rychłej premierze albumu Fleurine – prywatnie Mrs Mehldau). Koncertowo również zapowiada się bogate dwanaście miesięcy – także w Polsce. Warszawski występ tria w lipcu, a listopadową porą Mehldau pojawi się we Wrocławiu w odsłonie symfonicznej. Jednak poniższe akapity poświęcone zostaną wydanemu w maju albumowi Seymour Reads The Constitution! Płycie nagranej w stałym od lat składzie trzyosobowego zespołu Brada Mehldaua. 

Zaintrygował Mehldau wszystkich już tytułem albumu. Jazzowe media wałkowały wprawdzie ten temat na wszystkie możliwe sposoby, ale gwoli poinformowania ewentualnych niewiedzących, przywołany w tytule osobnik to Philip Seymour Hoffman, który przyśnił się muzykowi, we śnie czytając na głos amerykańską ustawę zasadniczą. Sen miał oczywiście „ścieżkę dźwiękową”, która pojawiła się na omawianej tu płycie w postaci najpiękniejszej w całym godzinnym zestawie kompozycji. Jednej z trzech podpisanych przez Mehldaua. Pozostała piątka to nagrania autorstwa Elmo Hope’a (De-Dah), Paula McCartneya (Great Day z czasów pobeatlesowskich), Sama Riversa (Beatrice), Lernera i Loewe’a (Almost Like Being in Love) i Beach Boysów (Friends – drugi z moich faworytów na tej płycie, piękny przykład jak z błahej melodyjki stworzyć arcydzieło). Całość ozdobiona perełkami w postaci cytatów z Leoncavalla i Pierponta (słuchajcie i szukajcie!).

Muzykę tria Mehldaua najlepiej opisują słowa samego pianisty, usłyszane kiedyś przez mnie na jednym z jego koncertów. Miałem już okazję je cytować (o ile mnie pamięć nie myli), ale Seymour Reads The Constitution! jest okazją, przy której właśnie one wyrażają kwintesencję mehldauowskiego grania: „zagraliśmy kilka moich utworów i kilka utworów innych gości”. Po prostu. Bez dopisywania jakiejś wyrafinowanej ideologii.  Płyta, która nie ma końca, bo można jej słuchać raz po razie w pełnej emocji i wrażeń pętli. Nie miewam takich snów, ale dobrze że Ci, którym się objawiają, potrafią tak pięknie się nimi dzielić. 

 

pierwsza publikacja w JazzPress 2018/7

© donos kulturalny
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci