Menu

donos kulturalny

wydarzenia kulturalne nad którymi warto się zatrzymać - jazz, literatura, teatr

Michael Wollny Trio "Oslo", "Wartburg" - ACT Music, 2018

k_carol

Cover_98622_Wollny_Wartburg

Oslo i Zamek Wartburg. Dwa miejsca, które dzielą dokładnie 1283 kilometry. Łączy je za to historia dwóch wrześniowych tygodni roku 2017 i dwóch opisywanych tu albumów. Z początkiem wspomnianego miesiąca trio Michaela Wollnego spotkało się w Rainbow Studio w Oslo z zespołem instrumentów dętych Norwegian Wind Ensemble i zarejestrowało materiał na nową płytę. Nieco ponad tydzień po zakończeniu sesji w Norwegii odbył się koncert w Eisenach, gdzie mieści się Zamek Wartburg. Występ, podczas którego jako gość tria pojawił się na scenie francuski saksofonista Emile Parisien. Jeden z wielu koncertów na trasie zespołu, nieplanowany do wydania na płycie. Życie niesie jak wiadomo ze sobą niespodzianki. Siggi Loch – szef ACT Music– przesłał Wollnemu informację, której się nie spodziewał: „Jakiż to był wspaniały wieczór. MUSIMY z tego zrobić płytę!”. Jeszcze większym zaskoczeniem dla muzyków była decyzja o jednoczesnym wydaniu dwóch albumów. I tak koniec końców otrzymujemy właśnie dwie formalnie niezależne, jednak mocno związane za sobą płyty.

„Oslo” i „Wartburg”. Trzynaście i jedenaście utworów.  W trzech na „Oslo” (dwóch autorstwa Wollnego oraz w ”Longnote”, które skomponował szef Norwegian Wind Ensemble, Geir Lysne) usłyszeć można wzmiankowany norweski zespół. Nagrania te stanowią uwerturę, interludium i finał niemal godzinnej płyty. Michael Wollny wraz z kolegami wybrali na „Oslo” kilka kompozycji własnych (Wollnego i Schaefera), jeden utwór niemieckiego saksofonisty Heinza Sauera, (z którym pianista wydał w roku 2012 koncertową płytę) oraz cztery prace kompozytorów klasycznych: Gabriela Fauré, Claude’a Debussy’ego, Einojuhani’ego Rautavaai (uznawanego za najwybitniejszego po Sibeliusie fińskiego kompozytora) oraz Paula Hindemitha (neobarokowego, niemieckiego autora, którego utwory często pojawiają się na albumach Wollnego). „Wartburg” zawiera siedem nagrań, zagranych jedynie w trio, i cztery w których do Michaela Wollnego, Christiana Webera i Erica Schaefera, dołączył Emile Parsien. Dwie improwizacje tria, dwa utwory Wollnego, cztery Schaefera, po jednym Boba Brookmeyera i Scotta Walkera oraz „Interludium” Hindemitha, które pojawiło się także na studyjnym „Oslo”. Na dwóch albumach mamy w sumie 21 kompozycji, a trzy z nich powtarzają się na obu. To w większości nowe propozycje, choć słuchacze znajdą pośród nich także znane z wcześniejszych płyt tria „Engel” i „Gravité”.Cover_98632_Wollny_Oslo

„Oslo” i „Wartburg”. Dwie różniące się od siebie płyty, jednocześnie trudne do odseparowania. Wystudiowane, niemal godzinne „Oslo”, gdzie z wielu pojedynczych nagrań złożono całość. Owoc studyjnych prób, dyskusji, decyzji.  Przy tym nieoczekiwanie pełna wycieczek w stronę muzyki improwizowanej, także z udziałem Norwegian Wind Ensemble, orkiestry, która od improwizacji – również zespołowej – nie stroni. Majstersztyk, jakim jest niemal dwanaście minut finałowego „The Whiteness of the Whale” to najlepszy tego dowód.  Żywiołowy „Wartburg” jest z kolei kwintesencją jazzu na żywo. Nieformalnie podzielony na dwie części. Pierwsza, dwudziesto-dwu minutowa, w której siedem, stosunkowo krótkich utworów (dwie - trzy minuty, najdłuższy trwa nieco ponad cztery), połączonych jest w quasi-suitę, a trio płynnie przechodzi z jednej kompozycji w drugą. Druga, prawie pół godzinna, zawiera cztery długie nagrania (dwa najdłuższe: „Tektonik” i „Engel” dodatkowo łączą się w szesnastominutową całość) z udziałem Emila Parisiena. Zagrany na bis „Make a Wish”, ostatni na „Wartburgu”, jest równocześnie otwierającym „Oslo” i spina obie płyty w nierozerwalny krąg.

„Oslo” i „Wartburg”. Dwa miasta. Dwie płyty. Jedna, wspaniała muzyka.

© donos kulturalny
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci