Menu

donos kulturalny

wydarzenia kulturalne nad którymi warto się zatrzymać - jazz, literatura, teatr

Charles Lloyd “Red Waters, Black Sky” (premiera) - Jazztopad, NFM Wrocław, 25/11/2017

k_carol

Mieszane uczucia targały mną podczas i po jazztopadowym koncercie Charlesa Lloyda. Gdybym spóźnił się i posłuchał tylko bisów pewnie zachwycenie mieszałoby się we mnie z żalem, że przeoczyłem znakomity koncert. Kapitalny pierwszy bis zagrany w trio Lloyd, Bill Frisell, Greg Leisz. Wspaniały drugi, w pełnym składzie kwintetu, kiedy dołączyli Harish Raghavan i Kendrick Scott, ale znów z Frisellem w roli głównej: długie solowe intro i wspaniałe solówki w trakcie. To robiło wrażenie. Także, dlatego że zniknęły elementy, które nie pasowały, albo wręcz zakłócały odbiór.

Przede wszystkim projekcje wideo. Mam poważną wątpliwość, czy powtarzanie przez pełne 90 minut kilkunastu ujęć było niezbędne do ujawnienia przekazu, jaki miał ze sobą nieść koncert.  Osobiście wolę, kiedy zostawia się mojej wyobraźni większe pole do budowania wrażeń. Oprawa wideo drażniła. Jeżeli miała udowadniać uniwersalizm przekazu to zamierzenie takie się nie udało. Jeżeli motywem programu miała być niedola Indian Ameryki Północnej, to nie wiem czy Wrocław jest najlepszym miejscem żeby o tym dyskutować.  W każdy razie muzyka powinna bronić się sama.

Udział zaproszonych do koncertu zespołów Narodowego Forum Muzyki również mnie rozczarował. W żadnym wypadku z powodu, jakości ich działań, bo tu nie ma pola do najmniejszej choćby krytyki, ale – znów – z dość wyraźnego braku pomysłu na ich umiejscowienie w projekcie. W przypadku Chóru NFM były dwa ciekawe momenty: świetne wokalizy w finałowym utworze i zestawienie chóru z perkusją solo.  Jednakże i wtedy brakowało mi powiązania tych fragmentów z całością, płynnego przejścia do dalszego ciągu. Lutosławski Quartet generalnie pozostawał na uboczu, ginął w grze kwintetu, a grane introdukcje zdawały mi się nieco wymuszonym dodatkiem.

Zamawianie kompozycji przez festiwale uważam za godne pochwały, a Jazztopad był w Polsce pionierem tego typu działań. Niestety takie premiery niosą ze sobą spore ryzyko niepowodzenia. W przypadku Red Waters, Black Sky chciano chyba pomieścić zbyt dużo : premierowa kompozycja i zaproszenie zespołów NFM. Nie określiłbym tego wieczoru mianem porażki, ale zamysł nie do końca się udał. Wielka szkoda zmarnowanych szans i tego, że niedoskonałości przyćmiły momenty wartościowe.Wyprawy do Wrocławia jednak nie żałuję, bo przyjemnie było choćby posłuchać kwintetu Lloyda, chociaż nie da się ukryć, że niedosyt pozostał.

© donos kulturalny
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci