Menu

donos kulturalny

wydarzenia kulturalne nad którymi warto się zatrzymać

Tomasz Stańko New York Quartet “December Avenue” - ECM, 2017

k_carol

stanko

Cztery lata przyszło nam czekać na nową płytę Tomasza Stańki. Po wydanym w 2013 roku dwupłytowym albumie „Wisława” nasz znakomity trębacz ponownie skrzyknął swój New York Quartet, choć w nieco zmienionym składzie. Kubański pianista David Virelles – który wydał w ECM dwie płyty pod własnym nazwiskiem i pojawił się także na najnowszej płycie Chrisa Pottera – oraz perkusista Gerald Cleaver – nagrywający dla ECM już od 20 lat, brał udział w nagraniach Miroslava Vitousa, Michaela Formanka, Craiga Taborna, Giovanniego Guidiego – zagrali ze Stańką także na „Wisławie”.  Nową postacią w kwartecie jest natomiast Reuben Rogers, basista z Wysp Dziewiczych, pamiętany ze współpracy przede wszystkim z Charlesem Lloydem, ale także Z Joshuą Redmanem, Dianne Reeves, Jimmym Greenem. I muszę przyznać, że ta zmiana wyszła kwartetowi na dobre. Taki oto skład muzyków pojawił się w czerwcu 2016 roku na południu Francji, by w podmarsylskim Pernes-les-Fontaines zarejestrować materiał na omawiany tu album. Spośród tuzina kompozycji, dziewięć stworzył Tomasz Stańko, pozostałe trzy są wspólnego autorstwa całego zespołu, co na płytach Stańki nie jest wypadkiem częstym (na ostatnich dwóch jego albumach poza kompozycjami Komedy, pojawiały się wyłącznie utwory własne). Jeszcze przed premierą można było usłyszeć program z December Avenue na koncertach Tomasz Stańko Band (Tomasz Stańko + RGG), czyli polskiego kwartetu trębacza, a świetna koncertowa forma Stańki potęgowała niecierpliwe oczekiwanie. 

Dlaczego tak długo czekałem z tym tekstem?  Tym bardziej, że od początku nie miałem wątpliwości, że to bardzo dobra płyta. Jednak dobiegające mnie co jakiś czas głosy wątpiące czy nawet niekiedy otwarcie krytykujące album, powodowały, że odzywał się syndrom niewiernego – nomen omen – Tomasza, który potrzebuje kolejnego dowodu, utwierdzenia się w swoich przekonaniach. Dłużej zwlekać nie ma jednak potrzeby. To prawda, że w zasadzie wielkich zaskoczeń na December Avenue nie ma. Oczywiście można w tym znaleźć przyczynek do zarzutów, że Stańko znów oferuje to samo. Jednak moim zdaniem - nie deprecjonując przy tym niewątpliwych sukcesów innych krajowych muzyków - gra on w zupełnie innej lidze. Nie chodzi o to, że w lepszej, wyższej, po prostu w innej. Ma swój styl, unikalny, rozpoznawalny na całym świecie.  Owszem, December Avenue nie stanowi rewolucji w karierze Tomasza Stańki. Jednak i tak mało kto jest mu w stanie dorównać.  Najnowsza płyta, to dobrze przemyślany, świetnie skrojony i mistrzowsko wykonany materiał.

© donos kulturalny
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci