Menu

donos kulturalny

wydarzenia kulturalne nad którymi warto się zatrzymać

Kuba Więcek Trio "Another Raindrop" - Polskie Nagrania / Warner, 2017

k_carol

wiecek

Reaktywowana w ubiegłym roku seria Polish Jazz trzyma się mocno. Warner, pod którego skrzydłami znajduje się marka Polskie Nagrania, nie ogranicza się tylko do wznowień legendarnych albumów.  Kilka miesięcy temu fanów jazzu ucieszyła pierwsza po latach nowość, kontynuująca cykl płyta Zbigniewa Namysłowskiego, opatrzona numerem 77. Bieżący rok przyniósł kolejny nowy tytuł, będący zarazem pierwszym od 28 lat debiutem wydanym w kultowej serii. Debiutem w prawdziwym tego słowa znaczeniu. W poprzedniej rzeczywistości politycznej i ekonomicznej, wydanie płyty nie było sprawą prostą. Bardzo często było to ukoronowanie pewnego etapu, czasem całej kariery, a o płytowy debiut ubiegali się muzycy już doświadczeni i uznani.  Siedemdziesiąty ósmy wolumen Polish Jazzu jest jednak debiutem prawdziwym. Another Raindrop to pierwsze nagrania firmowane przez Kubę Więcka. Muzyka młodego wiekiem i doświadczeniem, ale – jak się Państwo przekonacie po lekturze niniejszego tekstu, a także po przesłuchaniu płyty – pełnego dojrzałych i efektownych pomysłów. Kuba Więcek, przygodę z jazzem rozpoczął zaledwie sześć lat temu. Warsztaty jazzowe w Puławach i Chodzieży i spotkanie ze studiującymi w Danii muzykami spowodowały, że kształcący się w kierunku klasycznym saksofonista (jeszcze wcześniej grający na wiolonczeli) skierował się w stronę jazzu i zdecydował o kontynuowaniu nauki zagranicą. Jego studencką drogę znaczą przystanki w Amsterdamie, następnie w Kopenhadze – gdzie nadal studiuje, na popularnej wśród polskiej jazzowej młodzieży uczelni, a także częste wizyty w Nowym Jorku i indywidualne lekcje u Lee Konitza, Waltera Smitha, Steve’a Lehmana. Więcek, pobierający nauki u wielkich mistrzów i obracający się w kręgach doświadczonych muzyków, zaprosił do składu tria sekcję rytmiczną, którą tworzą dwaj wyjadacze: Łukasz Żyta i Michał Barański – muzycy współpracujący ze sobą od dawna, grający ze znakomitościami krajowego i światowego jazu: Arturem Dutkiewiczem, Michałem Tokajem, Benniem Maupinem – ot żeby wymienić, choć kilka przykładów. Udział w nagraniach takich muzyków jak Żyta i Barański już sam w sobie jest swoistą pieczątką jakości.

Pierwsze wrażenia jeszcze przed przesłuchaniem płyty nie nastawiły mnie jednak pozytywnie. Preferuję nagrania dłuższe, rozbudowane. Tymczasem Another Raindrop zawiera aż trzynaście utworów, z których zaledwie dwa przekraczają nieco pięć minut. Tak więc krzywiłem się na taki wybór i układ nagrań, ale w trakcie słuchania zdumiewająco szybko przestało mi to przeszkadzać. Więcek potrafił przekuć w zaletę nawet to, czego zwykle w płytach jazzowych nie lubię. Krótka forma, ale bogactwo treści zaciekawia i przykuwa uwagę. Skłania także do szybkich poszukiwań koncertowych planów zespołu, bowiem jak przypuszczam, wersje live oferują oprócz zalet nagrań studyjnych, także dodatkowe emocje. Wymienione kompozycje to z jednym wyjątkiem dzieła lidera tria. Wybór z dwudziestu dwóch utworów przygotowanych na potrzeby sesji nagraniowej. Odstępstwem jest standard Conception, który to utwór – jak sam Kuba Więcek wspomina – wyjątkowo dobrze muzykom się grało, trafił więc na ostateczną wersję albumu. Natomiast niemal każdy z więckowych oryginalsów zaciekawia czymś innym. Może to być odwołanie do motywów ludowych – oberka w Dream about That Green Hill, czy też walczyka w Forest Creature’s NIght Ritual (dedicated to Cz&A) tu przełamującego oszczędną, sięgającą do współczesnej muzyki klasycznej, treść utworu, będącą jak sądzę echem długich lat kształcenia się przez Kubę Więcka właśnie w kierunku klasycznym. Możemy zafascynować się minimalistyczną miniaturą Epilogue, przekornie umieszczoną w połowie płyty, sięganiem do stylistyki bluesa w Pirate’s Routine, albo przepychankami na linii saksofon – perkusja w Who Is the Monkey in Here?  Mogą porwać nas chwytliwe motywy tytułowego Another Raindrop, klasyczny mainstreamowy Back Home Feeling, który kapitalnie koresponduje z przywołaną wcześniej kompozycją George’a Shearinga czy też zamykająca płytę przepiękna ballada Naked Hymn for Equality, którą nucę sobie jeszcze teraz, przy pisaniu tego tekstu. Last but not least zachwyca gra tria, jako całości. Także dzięki temu, że lider nie zamierzał zawłaszczać debiutanckiej płyty tylko dla siebie, zostawiając Łukaszowi Życie i Michałowi Barańskiemu miejsce na coś więcej niż tylko bycie sekcją rytmiczną, z czego Ci dwaj znakomici muzycy skwapliwie skorzystali.

Bardzo dobra to płyta i znakomity wybór na pierwszy po latach „polishjazzowy” debiut. Przedstawiający nam muzyka i zespół, o których niewątpliwie będzie głośno, nie tylko przy okazji omawianego tu wydawnictwa, ale także i długo później. Warto więc rozglądać się za nazwiskiem Kuby Więcka zarówno przy działaniach firmowanych jego nazwiskiem (muzyk już zapowiada na ten rok kolejną płytę, w innym, ekscytującym, międzynarodowym składzie) jak i przy okazji udziału jego osoby w projektach innych muzyków.

 

Opublikowane w magazynie JazzPress 2017/05

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • krisskala

    Zgadzam się, bardzo dobra płyta pod względem muzycznym, aczkolwiek pod względem brzmienia, jakoś nie do końca do mnie trafia...

© donos kulturalny
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci