Menu

donos kulturalny

wydarzenia kulturalne nad którymi warto się zatrzymać

Keith Jarrett "Multitude of Angels"; ECM 2016

k_carol

multitude300x2661Każde nowe nagrania koncertowe Keitha Jarretta wzbudzają zainteresowanie na długo przed premierą. Tak było też w tym przypadku, kiedy już w połowie lipca świat jarrettomaniaków zelektryzowała pierwsza zapowiedź kolejnego wydawnictwa. Premiera nieco się opóźniła, ale wreszcie na początku listopada doczekaliśmy się dość obfitej porcji nowej muzyki. Elegancko wydany box zawiera cztery płyty (prawie pięć godzin muzyki) z nagraniami solowych koncertów we Włoszech w październiku 1996 roku. Taki zresztą jest podtytuł tego wydawnictwa: Modena, Ferrara, Torino, Genova. Solo concerts. Bardzo ciekawa jest techniczna strona zrealizowania całości przedsięwzięcia. Jarrett na tych płytach jest bowiem nie tylko muzykiem, ale także producentem – co może dziwi mniej – jak i inżynierem dźwięku- co już mocno zdumiewa. Koncerty nagrane zostały z użyciem rejestratora DAT i – jak sam Artysta zaznacza – jego ulubionych high-endowych kabli i mikrofonów. Co dodatkowo podkreśla w omówieniu muzyk, nie ma tu pośrednictwa żadnych mikserów, konsoli, przetworników. Jest tylko czysty, naturalny dźwięk. Przed występem Jarrett po prostu włączał przycisk nagrywania, po czym pojawiał się na scenie i grał. Trzeba przyznać, że ta realizacyjna specyfika jest odczuwalna. Na każdej z płyt znajdziemy dwie długie improwizacje(trzydziesto-, a nawet czterdziesto-minutowe), a także zagrane na bis: Danny Boy z koncertu w Modenie, Over The Rainbow z Genui oraz dwie krótsze improwizacje zatytułowane po prostu Encore – z Ferrary i ponownie z Genui.

Przechodząc do kwestii muzycznych: wydawać by się mogło, że takie wydawnictwo należy potraktować sążnistym esejem, omówieniem sporych rozmiarów, w którym erudycję autora tekstu podkreślać będzie specjalistyczne słownictwo ze szczególnym uwzględnieniem wyrazów w rodzaju „crescendo” i „diminuendo” a także głęboka analiza motywów rytmiczno-melodycznych.  Moim jednak zdaniem nie wypada na siłę ogrzewać się w blasku dzieła Wielkiego Mistrza, a ponadto nie ma po co „zagadywać” piękna. Bo ta płyta jest właśnie pięknem. To oczywiście subiektywne wrażenia, ale daje się odczuć wyjątkową atmosferę tych koncertów. Choćby w momencie, gdy kończy się jedna z dłuższych improwizacji i na kilka sekund wszystko zastyga w ciszy. I kiedy słuchacz jest już przekonany, że z nagrania usunięto reakcje widowni nagle zrywa się burza oklasków, tak jakby publiczność w Modenie przebudziła się i uświadomiła sobie jak niezwykłych momentów były właśnie świadkiem. Wspomnieć należy, że były to ostatnie koncerty, jakie Jarrett zagrał przed jego chorobą, która na dwa lata wyłączyła go z normalnego życia. Multitude of Angels z jednej strony dokumentuje początki zmagań z już ujawniającymi się dolegliwościami, z drugiej strony pokazuje szczyt muzycznych dokonań Artysty, który - w odczuciu niego samego - osiągnął w tym momencie kariery. Nie zabrakło podczas tych koncertów abstrakcyjnych improwizacji, jednak siłę twórczych mocy znakomitego muzyka najpełniej czuje się w lirycznych fragmentach. Momentach, które nasuwają na myśl płytę The Melody at Night, with You, którą po okresie niemocy Jarrett powracał do muzyki. Sięgnę tu jeszcze raz do Jego słów, które odkrywają przy okazji genezę tytułu płyty: „Tak wiele spraw mogło wówczas doprowadzić do tego, że te koncerty w ogóle by się nie odbyły i tylko opieka aniołów sprawiła, że to wszystko jednak się zdarzyło”. 

 

opublikowano w JazzPress 12/2016

© donos kulturalny
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci